Niedawne ataki dronów na statki handlowe u wybrzeży Bułgarii i Rumunii to kolejny przykład geopolitycznych zawirowań na kluczowych szlakach transportowych. Na razie nie widzimy ograniczeń w serwisach morskich do Konstancy ani Burgas, ale incydenty pokazują, jak szybko mogą zmienić się warunki na szlaku. Jak firmy obsługujące Rumunię i Bułgarię mogą zapewnić odporność swoich łańcuchów dostaw na tyle, by utrzymać przepływ towarów, gdy dostęp do głównego portu stanie się trudniejszy?
Porty na północy kontynentu obsługują bezpośrednie serwisy oceaniczne z Azji i posiadają połączenia kolejowe z Europą Środkowo-Wschodnią, więc ładunki stąd docierają do Rumunii i Bułgarii wyłącznie drogą lądową. W Polsce, naszym rynku macierzystym, Gdańsk bije kolejne rekordy, co obserwujemy z bliska: w pierwszej połowie 2026 r. tamtejszy terminal kontenerowy Baltic Hub przeładował prawie 1,6 mln TEU, o 23 proc. więcej rok do roku. Kolejne opcje to Hamburg i Bremerhaven w Niemczech oraz Rotterdam w Holandii. W SUUS dobieramy serwisy do potrzeb każdego klienta tak, by trasa najlepiej odpowiadała jego ładunkowi pod względem kosztów, czasu tranzytu i niezawodności.
Alternatywą jest też fracht lotniczy, zwłaszcza dla przesyłek o wysokiej wartości i tych wrażliwych na czas. Pierwszym wyborem jest Bukareszt jako lokalna brama: w pierwszym kwartale 2026 r. wolumen cargo na rumuńskich lotniskach wzrósł rok do roku o ponad 13 proc. Dodatkową przepustowość zapewnia Budapeszt, największy hub cargo w regionie, który w 2025 r. obsłużył ponad 426 tys. Ton, gdzie SUUS również ma własny oddział.
Budowanie odporności oznacza także utrzymywanie zapasów bliżej rynku, widzimy zainteresowanie klientów takim rozwiązaniem. W Rumunii SUUS świadczy usługi składowania, w tym co-packing oraz inne usługi wartości dodanej (VAS), a także obsługę celną, dzięki czemu klienci mogą trzymać zapas bezpieczeństwa blisko swoich odbiorców na wypadek opóźnienia dostawy morskiej.